Data dodania: 2008-12-26Od jakiegoś czasu prowadzę niewielką kawiarenkę, w której podaję espresso, cappuccino i inne napoje mokre. Niektórzy klienci nawet twierdzą że wypili tu najlepsze espresso w mieście. Jest to jedno z większych miast w Polsce i jedno z większych osiedli tego miasta. Typowa "sypialnia", w której się żyje, śpi, egzystuje, ogląda TVN - "Na Wspólnej", "Taniec z Gwiazdami", posila, trawi, uprawia sex – ci którzy jeszcze mogą tudzież chcą... :)
Kawiarenka mieści się w sporym centrum handlowym, w budynku do którego to zmierzają ludzie spragnieni codziennych zakupów. Ci którzy ich nie robią, przybywają w innym celu- dla zabicia czasu. Są to Ci którzy nie znaleźli odpowiedniego repertuaru w kinie, teatrze lub filharmonii, Ci którzy uważają że ksiądz podczas niedzielnej mszy "klepie" mało przekonujące kazania, Ci którym nie bardzo się chce podczas spacerów w pobliskim parku czy lesie opowiadać dzieciom co tu rośnie i jak kwitnie, Ci którzy robiąc zakupy mogą zaglądać innym do koszyków i dowartościowywać się tym, że ich zakupy są okazalsze i większej wartości, Ci którzy szukają nowych twarzy, bo ta przy której się budzą znudziła się i nie przynosi już tylu doznań wizualnych, co nowo napotkane gwiazdy lansujące się w białych kozaczkach z gołymi brzuchami i plecami mimo zimowej pory. Są też tacy którzy wpadną na przysłowiową małą czarną. To Ci, którzy obeznani są w temacie i potrafią docenić walory smakowe espresso. Nie komentują "ale gość wody poskąpił" i tym podobne teksty i wiedzą co w trawie piszczy. Są też tacy, którzy preferują kawy mleczne - cappuccino, latte. Oni też wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi i gdy proponuję im cappuccino nie są zaskoczeni nazewnictwem i zawartością filiżanki.
Jest też spora rzesza klientów, którzy dopiero rozpoczynają kawowo-mleczną przygodę. Nieśmiele wchodzą do lokalu, rozglądają się, czytają, co tam dziwnego powypisywali w cennikach. Ogólnie rzecz ujmując wszystko dokładnie analizują. Przychodzi ten moment, że podchodzą do ekspresu, patrzą na mnie i mówią "poproszę kawę z mlekiem". Ja niedługo myśląc rzecze: "cappuccino". Słyszę wtedy "Nie, nie, w żadnym wypadku, nie chcę cappuccino, poproszę kawę z mlekiem". Mówię ponownie: "Przygotuje przepyszne, puszyste cappuccino nie będzie pan żałował, będzie pani smakowało, gwarantuję!" Zmieszany i zakręcony klient mówi "wie Pan co, nie bardzo mi służy cappuccino z torebki, nie mogę tego pić, mam później problemy". I tak oto, od słowa do słowa, przekonuję że jednak warto zaryzykować i spróbować. W większości przypadków klienci dają się przekonać. Ci którzy to uczynili nie mogą uwierzyć w to jak smakuje prawdziwe cappuccino, nie mieli pojęcia że ów cudowny napój powstał ze świeżo zmielonej kawy, odpowiednio spienionego i podgrzanego świeżego mleka, w śnieżnobiałej grubej porcelanie. Nie dawali wiary że cappuccino a "cappuccino" dzieli tak kolosalna przepaść smakowo-jakościowa, że picie może wzbudzić tak wiele przyjemności, a nie będzie się kojarzyć z proszkiem zalanym ciepłą wodą, o smaku zmielonych łyżeczek plastikowych, i innych niezidentyfikowanych pobudzaczo-wypełniaczy.
Teraz są to już moi stali klienci. Czas, który im poświęciłem nie poszedł na marne a skromna wiedza którą im przekazałem zaowocowała w postaci małej finansowej górki ;-)
Ludzie - ile pracy jeszcze przed nami, ile energii trzeba jeszcze włożyć, aby naszemu kochanemu społeczeństwu wytłumaczyć, że to co reklamują w środkach masowego przekazu nie zawsze pokrywa się z prawdą...
Któregoś słonecznego poranka siedziałem i odpoczywałem po tygodniu ciężkiej pracy. W tle brzęczał telewizor, program TVN style a w nim autorski program Pana Wojtka Cejrowskiego. Jak zwykle coś tam przeżywał i bardzo się ekscytował. Uwagę moją zwrócił tym, że siedząc przy barze zaczął drwić na temat nazw - espresso, cappuccino, macchiato. Cyt: "że jak on wchodzi do kawiarni i prosi o kawę z mlekiem, to chce dostać kawę z mlekiem, a nie jakieś cappuccino, lattteeee
eee
e
eeeeeeeeee
że jak pije czarną to chce ją dostać w wielkim amerykańskim kubku, a nie w naparstku" Może przecież zaparzyć ją sobie w wielki metalowy wiadrze przyniesionym z pobliskiej kowbojskiej zajezdni. Ciekawy jestem czy jak wchodzi do meksykańskiej jadłodajni to woła: "kelner dawaj mieloną wołowinę, czerwoną fasolę, paprykę, pomidory, kukurydzę", czy zawoła Chili Kon Karne mi tu szybko dawać, bo to wiejsko-kowbojski chłopak jest.
Jeśli ktoś coś wymyślił, wieki poświęcił na doskonalenie i odpowiednio nazwał, czy to nam się to podoba czy nie, to chociaż to uszanujmy poprzez milczenie, a nie głupoty jakieś klepiemy i to jeszcze na wizji. Ludziska to oglądają, a że sami nie potrafią przeprowadzić prostej i mało skomplikowanej analizy, to potem mamy to co mamy.
Cappuccino vs Cappuccino
Korzystając z okazji chciałbym wszystkim zakręconym na punkcie espresso, cappuccino i tym podobnych "płynów" złożyć życzenia świąteczne i noworoczne, aby w tym nadchodzącym roku to co mamy w filiżance było zawsze piękne, smaczne oraz zdrowe.
Pozdrawiam
Radek Roguś







